Miały być figowe koty, ale od wczoraj jest tylko jeden kot.
I miałam nie ryczeć pisząc tego posta, ale się nie da.
Niestety, wczoraj odszedł Felicjan Wspaniały, zwany Felkiem, Felusiem, Felinim,Chudym...Każdy, kto nagle stracił zwierzaka - członka rodziny, wie co czuję w tej chwili.
wtorek, 19 sierpnia 2014
czwartek, 31 lipca 2014
Wczasy
Wróciłam!
Ostatni tydzień spędziłam na wypoczynku w Trójmieście. Było cudownie. Morze, plaża, muzea, zamki...i święty ( w miarę) spokój od codziennych spraw.
Gdańsk mnie zauroczył. Miasto z duszą po prostu.
Choć muszę przyznać, że Jarmark Dominikański lekko mnie rozczarował. Być może przez to, że liczyłam, że będzie duuuuuużo rękodzieła. Z wyjątkiem kilku stoisk z biżuterią, filcem czy lnem, rękodzieła było mało. A jeśli już się coś pojawiało, to dosyć marnej jakości. Na przykład zdekupażowane skrzyneczki w ogóle nie lakierowane.
Ale coby nie siać mojego rozczarowania za bardzo, kilka ujęć Gdańska:
Spotkałam jeszcze takiego jegomościa :)
I doszłam do wniosku, że jak pstrykałam tak milion zdjęć, to ludzie zastanawiali się czy ja mam wszystko z głową w porządku. Bo ja wszędzie gdzie wlazłam, robiłam zdjęcia sklepieniom :) Ale czyż sklepienia gotyckie nie są ładne?
I czymże byłyby wakacje bez dekupażu? Jak zobaczyłam, tak zwariowałam.
Dom Uphagena w Gdańsku. Kamienica z XVIIIw. udostępniona zwiedzającym. Piękne pomieszczania, z tkaninami na ścianach. Lub z bogatymi zdobieniami. Wśród nich - ptaki i owady na drzwiach i ścianach. Podchodzę bliżej, patrzę - a tu motywy wycięte i przyklejone. Reszta domalowywana. Wszystko pięknie skomponowane. Toż to przecież dekupaż!!!
I doszłam do wniosku, że takie drzwi z papugami muszę mieć u siebie!
A wszystkim, którzy jeszcze nie wczasowali się, życzę udanego wypoczynku!
Ostatni tydzień spędziłam na wypoczynku w Trójmieście. Było cudownie. Morze, plaża, muzea, zamki...i święty ( w miarę) spokój od codziennych spraw.
Gdańsk mnie zauroczył. Miasto z duszą po prostu.
Choć muszę przyznać, że Jarmark Dominikański lekko mnie rozczarował. Być może przez to, że liczyłam, że będzie duuuuuużo rękodzieła. Z wyjątkiem kilku stoisk z biżuterią, filcem czy lnem, rękodzieła było mało. A jeśli już się coś pojawiało, to dosyć marnej jakości. Na przykład zdekupażowane skrzyneczki w ogóle nie lakierowane.
Ale coby nie siać mojego rozczarowania za bardzo, kilka ujęć Gdańska:
Bazylika Mariacka - Figa 1:0.
Człowiek to taki głupi jest. Zapłacił za możliwość pokonania 400 schodów na wieżę, tylko po to, aby na samej górze przekonać się, że jednak ma lęk przestrzeni i widoki wcale aż tak nie cieszą :)
A potem jeszcze trzeba było zejść.
I doszłam do wniosku, że jak pstrykałam tak milion zdjęć, to ludzie zastanawiali się czy ja mam wszystko z głową w porządku. Bo ja wszędzie gdzie wlazłam, robiłam zdjęcia sklepieniom :) Ale czyż sklepienia gotyckie nie są ładne?
I czymże byłyby wakacje bez dekupażu? Jak zobaczyłam, tak zwariowałam.
Dom Uphagena w Gdańsku. Kamienica z XVIIIw. udostępniona zwiedzającym. Piękne pomieszczania, z tkaninami na ścianach. Lub z bogatymi zdobieniami. Wśród nich - ptaki i owady na drzwiach i ścianach. Podchodzę bliżej, patrzę - a tu motywy wycięte i przyklejone. Reszta domalowywana. Wszystko pięknie skomponowane. Toż to przecież dekupaż!!!
I doszłam do wniosku, że takie drzwi z papugami muszę mieć u siebie!
wtorek, 15 lipca 2014
Duże herbaciarki
Jakoś ostatnio jest mi miło. (ciekawe na jak długo? :) )
A dlaczego jest miło? Bo coraz więcej osób docenia to czym zajmuje się w wolnym czasie. I zaczyna zamawiać coś do wykonania. I serce rośnie, gdy słyszę, że się podoba.
Poniższe herbaciarki powstały dla nauczycieli i dyrekcji jednego z przedszkoli. Wiem, że zachwyciły.
Herbaciarka z motylami. Faaaajnie mi się ją robiło. Niby czyste tło, ale i tak się namęczyłam, coby przy lakierowaniu żadnego paprocha nie było.
Kolejna herbaciarka. Mimo, że mamy lato, miałam ochotę na motyw jesienny. Dół szkatułki bejcowany i delikatnie pokryty złotym woskiem.
A dlaczego jest miło? Bo coraz więcej osób docenia to czym zajmuje się w wolnym czasie. I zaczyna zamawiać coś do wykonania. I serce rośnie, gdy słyszę, że się podoba.
Poniższe herbaciarki powstały dla nauczycieli i dyrekcji jednego z przedszkoli. Wiem, że zachwyciły.
Herbaciarka z motylami. Faaaajnie mi się ją robiło. Niby czyste tło, ale i tak się namęczyłam, coby przy lakierowaniu żadnego paprocha nie było.
Kolejna herbaciarka. Mimo, że mamy lato, miałam ochotę na motyw jesienny. Dół szkatułki bejcowany i delikatnie pokryty złotym woskiem.
I takie "zwykłe" róże. Namęczyłam się przy cieniowaniach, choć może na zdjęciu tak tego nie widać.
Ostatnia szkatułka mocno dała mi w kość. Zamysł zupełnie inny, ale w całym mieście nie znalazłam półwałka :) Miała być ładna ramka, zamiast tego powstały złote kropeczki.
Dół bejcowany, również pociągnięty złotym woskiem. Sam motyw lakierowany na połysk, reszta na mat. Żałuję, że nie widać tego na zdjęciu.
wtorek, 17 czerwca 2014
Carving
Ostatnio miałam okazję być na warsztatach z carvingu (http://carving.info.pl/). I pochłonęło mnie :) Choć sztuka nie łatwa wyrzeźbić różę z białej rzodkwi...
sobota, 14 czerwca 2014
Coś na ślub
Państwo Młodzi zażyczyli sobie zamiast kwiatów - wino. No ale jak podarować wino w zwykłej torebce? Więc powstała taka oto skrzynka.
A kiedyś, dawno temu, zrobiłam też niewielką, ślubną szkatułkę.
A kiedyś, dawno temu, zrobiłam też niewielką, ślubną szkatułkę.
piątek, 6 czerwca 2014
Słoiki
Dobra, kocham motyw grzybów. Z przyjemnością wszędzie bym je widziała ;)
I tym sposobem powstał słoik na suszone grzybki. W prawdzie to jeszcze nie pora na grzybobranie, ale gotowym trzeba być!
Serwetka z jeżem czekała chyba ze 3 lata...zupełnie nie miałam pomysłu, gdzie tego jeża wsadzić :) W końcu wsadziłam go na słoik. I nawet jakoś wyszło.
Dochód ze sprzedaży słoików zasilił konto tarnowskich bezdomniaków.
A propos bezdomniaków - takie cudo, które miałam okazję miziać, czeka na adopcję. Typowy olbrzymi owczarek środkowoazjatycki. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia!
I tym sposobem powstał słoik na suszone grzybki. W prawdzie to jeszcze nie pora na grzybobranie, ale gotowym trzeba być!
Serwetka z jeżem czekała chyba ze 3 lata...zupełnie nie miałam pomysłu, gdzie tego jeża wsadzić :) W końcu wsadziłam go na słoik. I nawet jakoś wyszło.
Dochód ze sprzedaży słoików zasilił konto tarnowskich bezdomniaków.
A propos bezdomniaków - takie cudo, które miałam okazję miziać, czeka na adopcję. Typowy olbrzymi owczarek środkowoazjatycki. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























